czwartek, 9 lipca 2015

Rozdział 26

Kiedy otworzyłam oczy, kanapa obok mnie była pusta, co wskazywało na to, że Harry musiał wyjść z pomieszczenia. Przykryłam się szczelniej kocem, by zapobiec nieprzyjemnym dreszczom. Chwila...nie pamiętam żebym się nim przykrywała. I jak to się stało, że nie słyszałam jak Styles opuścił salon?
- Meg? - Harry wszedł do salonu i od razu klęknął przede mną przystawiając swoją dłoń do mojego czoła.
- Co ty robisz?
- Mierzę ci temperaturę. Wszystko w porządku?
- Tak, czemu miałabym czuć się źle?
- Znów zasnęłaś na kolejną godzinę. Nie wiem czy to jest normalne, by zasypiać kilka razy na dzień dlatego się martwię - Zasnęłam? Serio? W ogóle nie pamiętam momentu w którym odpłynęłam.
- Nie, nie, wszytko jest okey - Uśmiechnęłam się lekko, wstając. Harry przyglądał mi się przez chwilę podejrzliwie,, po czym wzruszył ramionami i podał mi szklankę z wodą, która zadziałała kojąco na moje wyschnięte gardło.
- W takim razie która jest godzina?
- Coś koło 15:00
- Której?! Powinnam być za dwie godziny w szkole! Harry, czemu mnie nie obudziłeś?! - Krzyknęłam, a następnie pobiegłam na górę, prawie zabijając się przy tym na schodach. Nie usłyszałam odpowiedzi Harrego, ponieważ czym prędzej wpadłam do jego sypialni od razu kierując się do łazienki, w której wzięłam szybki prysznic. Zrobiłam makijaż pasujący do mojej dzisiejszej kreacji i wróciłam do pokoju w samym ręczniku, zastając tam siedzącego na łóżku Harrego. Chłopak miał na sobie czarne, opinające rurki, w tym samym kolorze t-shirt oraz marynarkę zapiętą tylko na jeden guzik. Jego wzrok wpatrzony był w Iphone'a leżącego na jego kolanach, jednak wraz z moim wejściem chłopak uniósł swoje spojrzenie prosto na moją osobę.
- Nie gap się na mnie - Powiedziałam, widząc jak warga bruneta wędruje pomiędzy jego zęby, a wzrok ciemnieje. Podeszłam do szafy, z której wyciągnęłam wczoraj zakupioną sukienkę, po czym osunęłam w dół ręcznik, który swobodnie opadł na podłogę. Ubrałam na siebie nowy komplet czarnej bielizny i wsunęłam się w delikatny materiał, który od razu dopasował się do mojego ciała. W tym samym czasie Harry podszedł do mnie, a jego rozgrzane usta zaczęły składać pocałunki na mojej szyi.
- Harry...
- Jesteś taka piękna.  Kocham cię Meg - Chłopak odwrócił mnie w swoim kierunku tak, że nasze oczy spotkały się ze sobą, dzięki czemu mogłam zobaczyć blask jaki wypełnił jego tęczówki wraz z wypowiedzianymi słowami.  Uśmiechnęłam się i przyciągnęłam jego twarz do pocałunku, wcześniej szepcząc w jego usta.
- Ja też cię kocham Harry - Nasz pocałunek był krótki, ale namiętny i to wystarczyło, żeby ogień w moim podbrzuszu zaczął szaleć, a moje ciało krzyczeć o więcej. Chłopak zaczął śmiać się czując, że z coraz większą zachłannością napieram na jego usta.
- Meg, kochanie, spóźnimy się na bal...
- Oj przymknij się Styles! - Moja odpowiedź sprawiła, że Harry wybuchł donośnym śmiechem i tak czy siak niemożliwym już było dalsze całowanie go. Westchnęłam i dając mu kuksańca w bok, wyszłam z pokoju, pozostawiając chichrającego się Harrego samego sobie.

***
Gdy podjechaliśmy pod szkołę, kompletnie straciłam ochotę na jakąkolwiek zabawę. Budynek był cały oświetlony, a głośna muzyka była słyszalna nawet z zamkniętego samochodu. Wszędzie dookoła krzątała się masa ludzi i dałabym sobie głowę uciąć, że połowa z nich nawet nie była z naszej szkoły. Harry wysiadł pierwszy z samochodu, okrążył go, po czym otworzył mi drzwi i pomógł wysiąść z auta. Razem udaliśmy się w stronę budynku, a chłopak nawet na chwilę nie puszczał mojej ręki. Wszyscy mijani przez nas uczniowie patrzyli się na nas jak na ósmy cud świata, a kilku z nich, w większości dziewczyny, widząc Harrego przy moim boku, szeptało nawet do siebie, myśląc pewnie, że tego nie widzę. Harry czując, że całe moje ciało jeszcze bardziej się napięło, mocniej chwycił moją dłoń, a jego druga ręka oplotła mnie w pasie, przyciągając mnie w ten sposób do jego boku.
- Wszystko w porządku? - Jego miękkie wargi złożyły pocałunek na moim czole, jednak ja niezdolna do odpowiedzi, po prostu kiwnęłam głową. Weszliśmy do środka, a mój wzrok od razu dostrzegł różowe włosy Ashley, która szalała na parkiecie wraz z...Aleciem?!
- Meg! - Usłyszałam wołanie zza siebie, a zaraz rozradowana Lily wpadła w moje ramiona, prawie mnie przy tym przewracając.
- Hej Lil. Co tam?
- Dobrze, a u ciebie? O hej Harry - Brunetka pomachała do mojego ukochanego, na co ten uśmiechnął się tylko. Chłopak nachylił się nade mną, ocierając swoimi wargami o płatek mojego ucha.
- Idę po coś do picia. Chcesz coś? - Kiwnęłam w odpowiedzi głową, puszczając rękę Harrego, który zaraz po tym zniknął w tłumie tańczących nastolatków. Wróciłam swoim spojrzeniem na przyjaciółkę, która wpatrywała się we mnie z ogromnym uśmiechem na twarzy.
- Jakie ciacho! - Pisnęła, na co wybuchnęłam śmiechem - Cieszę się, że jesteś szczęśliwa Meg.
- Tak, ja też
- Widziałaś Ash i Alec'a? Myślę, że są razem - Gdybym miała coś teraz w ustach, zapewne znalazłoby się to na sukience brunetki.
- Żartujesz?! Przecież znam Alec'a od dawna! On nigdy nie bawił się w stałe związki!
- Ludzie się zmieniają Meg. Jak widać niektórzy na gorsze, inni na lepsze - Tak, Lily miała rację. Ludzie bardzo się zmieniają. W tej samej chwili zobaczyłam znajomą, dawno niewidzianą postać, która zmierzała w naszym kierunku. Luke wyglądał nienagannie w czarnym garniturze, a jego włosy jak zwykle postawione były do góry. Gdy był już blisko, dopatrzyłam się również kolczyka w jego wardze.
- Cześć Meg - Uśmiechnął się do mnie przyjaźnie, jednak na jego twarzy dostrzegłam niepewność. Od naszej ostatniej rozmowy lub raczej kłótni minęło sporo czasu, dlatego ja sama czułam się dość niekomfortowo.
- To może ja was zostawię, co? - Szepnęła do mnie Lily i zanim zdążyłam odpowiedzieć, już jej nie było. Po kilku sekundach stania w kompletnej ciszy, chłopak wyciągnął w moją stronę dłoń, patrząc na mnie swoimi przenikliwymi oczami. - Zatańczymy? - Kiwnęłam głową, cały czas zastanawiając się czy robię dobrze. W końcu nie mam oficjalnego zakazu zbliżania się do Luke'a, ani on do mnie, ale jednak...
- Pięknie wyglądasz - Brunet poprowadził mnie na środek sali, gdzie dostosowaliśmy swój rytm do wolnej piosenki.
- Dziękuję - Odpowiedziałam szczerze, przypatrując się dokładniej jego osobie. Nic się nie zmienił pomimo lekkiego zarostu pokrywającego jego policzki i głębokich worów pod oczami. Dobrze jest widzieć, że jakoś się trzyma, chociaż miałam świadomość, że jego zaniedbanie jest w pewnej części moją winą. 
- Meg, przepraszam - Powiedział Luke na jednym wydechu, na co rozszerzyłam bardziej swoje oczy. 
- Naprawdę przepraszam. Za wszystko. Za to jak się zachowywałem, jak się odzywałem. Nigdy nie chciałem cię zranić, nie celowo. Mam nadzieję, że to wiesz i kiedyś będziesz w stanie mi wybaczyć - Chłopak spuścił wzrok na swoje buty, na co poczułam uścisk w sercu. Bolał mnie fakt, że to głównie przeze mnie całe uczucie jakie było pomiędzy nami wyparowało, a zastąpiła je obojętność. Nie chciałam by Luke był dla mnie osobą neutralną. Pomimo wszystkich perypetii i niejasności w moim sercu, wiedziałam, że jest on kimś kogo potrzebuje bez względu na wszystko. Dlatego właśnie... 
- Luke, oczywiście, że ci wybaczę. Przyjaciele? - Spytałam przytulając się do jego rozgrzanego torsu. Chłopak najwyraźniej w zdziwieniu nie odwzajemnił od razu mojego ruchu, jednak po chwili poczułam jego ręce zaplatające się wokół mojego tułowia. 
- Przyjaciele - Odpowiedział, a wraz z tamtą chwilą poczułam jak niewidzialny kamień spada mi z serca. Podczas dalszego tańca śmialiśmy się i rozmawialiśmy jak za dawnych czasów, a niezręczna atmosfera sprzed kilku minut kompletnie wygasła.
- Meg? 
- Hmm?
- Jesteś z nim szczęśliwa? - Zatrzymałam się w miejscu, analizując jego pytanie. Czy byłam szczęśliwa? Od czasu poznania Harry'ego moje życie zamieniło się w jeden wielki chaos. Znów powróciły tajemnice, gang, niebezpieczna miłość, inaczej wszystko czego od śmierci Avan'a starałam się uniknąć. Więc czy ciągły strach przed jego utratą i kryjącym się niebezpieczeństwem można uznać za element szczęścia? Styles był osobą przy której czułam się bezpiecznie pomimo tego, że to on na początku budził we mnie grozę. Jego dziwne "podchody", których wcale nie tolerowałam w późniejszym czasie stały się dla mnie normalnością, której nikt oprócz naszej dwójki nie potrafił zrozumieć. Ze słabej dziewczyny, którą byłam kilka lat temu z powrotem zmieniłam się w pewną siebie, wytrwałą Megan, która dążyła do celu bez względu na nieprzychylności losu. Dlatego czy taką zmianę można traktować jak coś złego? Harry zmienił mnie, jednak nie miałam mu tego za złe, ponieważ do takiej zmiany powoli dążyłam. Nie chciałam żyć cały czas przeszłością, a dzięki Harry'emu odcięcie się od niej stało się możliwe. Styles jest osobą, którą obdarzyłam wyjątkowym uczuciem i pomimo całego bagna jakie się wokół nas działo, kocham go całym swoim sercem. Dla jednych może wydawać się to śmieszne, bo jak można zakochać się w swoim prześladowcy, ale szczerze, czy to nie było nieuniknione? Nie potrzebowałam potwierdzenia od całego świata, że Harry to ten jedyny, po prostu to wiedziałam. Jego dotyk, jego śmiech, jego zapach doprowadzały mnie do szaleństwa, a spokój i miłość jakie odnajdywałam w jego głębokim spojrzeniu utwierdzały mnie w przekonaniu, że wybrałam dobrze. I pomimo tego, że pewnie nie raz jeszcze się pokłócimy, nie raz jeszcze coś stanie na naszej drodze, ja będę szczęśliwa, mając świadomość, że on zawsze będzie obok, równie mocno mnie kochając.
- Tak, Luke. Jestem szczęśliwa - Uśmiechnęłam się pod nosem, cały czas w głowie mając obraz mojego ukochanego. Blondyn znów przyciągnął mnie do siebie, przytulając. W tym samym momencie gdzieś w tłumie mignęła mi postać Harry'ego, jednak tak samo szybko jak się pojawiła, zniknęła. To chyba najwyższy czas żeby go odszukać. Luke przeniósł swój wzrok na coś za mną, a jego ręce powoli poluźniły uścisk.
- Kochasz go, prawda? - Kiwnęłam głową, na co chłopak tylko westchnął. - Widać, że on ciebie też. Mam nadzieję, że kiedyś spotkam osobę, która chociaż w połowie będzie kochać mnie tak mocno, jak wy siebie nawzajem - Z tymi słowami obrócił mnie, a moje spojrzenie od razu spoczęło na moim chłopaku, który stał niecały metr od nas, uważnie lustrując nas wzrokiem. W rękach trzymał dwa kubki z ponczem, o który wcześniej go poprosiłam, a jego oczy dokładnie przypatrywały się mojej osobie, zaraz skupiając się na moim przyjacielu.
- Harry
- Luke - Brunet podszedł do nas, od razu ustawiając się przy moim boku. Pewnie jakby miał wolne ręce przyciągnąłby mnie teraz do siebie, by pokazać kto tu rządzi. Przewróciłam oczami na ten jakże dziecinny, ale słodki gest.
- No to ja już chyba zostawię cię tutaj Meg. Jesteś w dobrych rękach. Cieszę się, że udało nam się porozmawiać - Luke uśmiechnął się czarująco, po czym nachylił nade mną, szepcząc do mojego ucha.
- Jednak pomimo tego uważaj na siebie, zgoda? - W odpowiedzi cmoknęłam go w policzek, a następnie chłopak oddalił się, machając jeszcze ostatni raz na pożegnanie w moją stronę. Gdy zostaliśmy sami, Harry podał mi kubek z ponczem, za co podziękowałam.
- Co to było? - Tak jak myślałam wcześniej, jego wolna ręka znalazła się na moim biodrze, a zaraz poczułam ciepło bijące od ciała Harry'ego. Przyłożyłam usta do lekko słodkawej cieczy, przed odpowiedzią wypijając kilka łyków.
- Nic takiego. Pogodziliśmy się, tyle. Naprawdę cieszę się, że między nami już w porządku. Wiesz sam, że to było dla mnie trudne - Powiedziałam szczerze, przytulając się do boku Harry'ego. Jego zielone oczy wpatrzone w moją osobę przyprawiały mnie o palpitacje serca, a gdy chłopak pochylił się i złożył na moim czole długi pocałunek, motylki w moim brzuchu wręcz eksplodowały.
- Kocham cię Meg. Jesteś tylko moja, mam nadzieję, że o tym wiesz
- Wiem Harry. Też cię kocham. Jesteś tylko i wyłącznie mój - Stanęłam na palcach cmokając go przelotnie w policzek, po czym splotłam razem nasze dłonie i mimo protestów Harry'ego, zaciągnęłam go na środek parkietu, by w końcu móc zatańczyć z moim ukochanym.

***

Od naszego przyjścia na imprezę szkolną minęło kilka godzin, chociaż dla mnie czas leciał zadziwiająco szybko. W ogromnej sali gimnastycznej zrobiło się trochę więcej miejsca dzięki parom, które zdecydowały już wyjść. Wraz z Harrym czułam się naprawdę dobrze, a gdybym wiedziała, że chłopak tak samo dobrze tańczy jak wygląda, już dawno zaciągnęłabym go na jakąś taneczną imprezę. Oczywiście, gdy powiedziałam mu o moich zamiarach zaczął zbywać mnie pojedynczymi "nie", ale to tylko kwestia czasu, aż mi ulegnie. Wiem to.
- Haaary! Chodź! Ja chcę jeszcze tańczyć! - Ciągnęłam go za rękaw od marynarki, jednak chłopak ani drgnął ze swojego miejsca. Pochłonięty był rozmową z jakimś, rzekomo swoim "dawnym kolegą", który również towarzyszył dzisiaj swojej dziewczynie. Właśnie, dziewczynie, nie koledze!
- Haaaary! - Tupnęłam nogą, wydymając przy tym wargi. Styles widząc to przeprosił chłopaka, po czym wybuchł donośnym śmiechem, skupiając tym na sobie zdziwione spojrzenia.
- Meg, zachowujesz się jakbyś się upiła - Powiedział, a ja jak na zawołanie czknęłam, pokrywając się przy tym rumieńcami. Brunet przestał się śmiać i w kilka sekund znalazł się przy mnie, wyrywając mój do połowy pusty kubek z ręki.
- Ej! Oddaj mój poncz! - Rzuciłam się na niego, jednak zanim zdążyłam mu go wyrwać, chłopak zanurzył w nim swoje usta, a jego stanowcze spojrzenie przyprowadziło mnie do porządku.
- Meg, to nie jest poncz tylko do cholery najprawdziwsze piwo! Skąd ty to masz?! - Krzyknął, na co wzdrygnęłam się później zanosząc się chichotem.
- A nie wiem. Tam gdzieś stali tacy mili chłopcy i nalali mi trochę do kubka! Naprawdę, byli bardzo mili bo...
- Do jasnej cholery Megan! Ile już razy byli "tacy mili"?
- Hmm...jakieś pięć? Może sześć! Ale Haaary, ja nie jestem pijana! Patrz, przecież mogę normalnie chodzić! - Puściłam go, po czym zrobiłam kilka kroków w przeciwną stronę, Przy ostatnim niespodziewanie zakręciło mi się w głowie i gdyby nie sprawność chłopaka, jak długa leżałabym na ziemi. Uczepiłam się jego ramienia, śmiejąc się z całej sytuacji pod nosem. Tak naprawdę to co było w tym takiego śmiesznego?
- Może jednak trochę jestem. Ale nic mi nie jest przecież! Dam radę...
- Taa, właśnie widzę. Idziemy do domu kotku, bez gadania - Styles zaczął prowadzić mnie w stronę wyjścia, jednak ja zaparłam się o podłogę utrudniając mu ruchy.
- Ale ja nie chce jeszcze wychodzić Haaarry! Chcę jeszcze potańczyć! I chcę jeszcze ponczu! O, Ashley! - Krzyknęłam widząc różowo-włosą przyjaciółkę zmierzającą w swoją stronę. Dziewczyna machnęła do mnie rozradowana po czym rzuciła się w moje ramiona, odtrącając na bok Harry'ego.
- Meg! Tęskniłam! Jak ślicznie wyglądasz! - Przytuliłam ją do siebie prawie tracąc przy tym powietrze. Ash pachniała tak ładnie, zresztą jak zwykle. Wyczułam jabłko, cynamon i...Alec'a? Zaśmiałam się sama do siebie nie mogąc w to uwierzyć. Dziewczyna odsunęła się ode mnie przyglądając mi się w zdziwieniu, przez co jeszcze bardziej zaniosłam się śmiechem, czując jak od tego zaczyna boleć mnie brzuch.
- Yy Meg? Czy wszystko w porządku? - Moja przyjaciółka brzmiała na naprawdę zaniepokojoną, jednak przez salwę śmiechu nie byłam w stanie jej odpowiedzieć. Po chwili obok niej przystanął nie kto inny jak mój przyjaciel, który widząc mnie, prawie od razu wziął mnie w swoje ramiona, podnosząc mnie z podłogi. Pisnęłam przez śmiech, przylegając do jego torsu. Był taki ciepły... Gdy Alec postawił mnie na podłodze naprzeciwko siebie cały czas nie puszczałam jego pasa.
- O mój Boże! Megan Charlotte Forbs! Czy ty się właśnie upiłaś na szkolnej imprezie?! - Alec tak jak ja wybuchnął śmiechem przez co i tak byłam zmuszona go puścić, bo za bardzo trzęsło.
- Upiłaś się?!
- Naprawdę masz na drugie Charlotte? - Ashley i Harry zadali pytanie w tym samym czasie, przez co wraz z Alec'iem praktycznie tarzaliśmy się po podłodze. Jeju naprawdę go kochałam! Był jedyną osobą na całym świecie, z którą dogadywałam się praktycznie bez używania słów. Taki mój brat bliźniak z innej matki.
- Jesteście strasznie śmieszni - Skomentowałam tylko, na co Harry jedynie przewrócił oczami i znów podszedł do mnie chwytając za moją dłoń.
- Chodź Meg, idziemy...
- Nie! Nie poznałeś jeszcze Alec'a! - Wyrwałam się po czym podbiegłam do przyjaciela praktycznie się na niego rzucając.
- Alec, to jest Harry. Harry, Alec - Przybliżyłam ich do siebie na maksymalną odległość, a chłopcy uścisnęli sobie ręce. W mojej głowie nagle zaświeciło ostrzeżenie mówiące, że nie powinnam tego robić, ale zignorowałam je, spychając je na drugi tor.
- Czy...czy my się już nie znamy? - Alec zaczął wpatrywać się w mojego chłopaka, jednak Harry odsunął się od niego na bezpieczną odległość przerywając kontakt wzrokowy.
- Nie sądzę - Odpowiedział zimnym tonem, na co kopnęłam go niezauważalnie w nogę.
- Harry cię już zna - Powiedziałam do mojego przyjaciela, na co obydwoje popatrzyli na mnie jak na wariatkę - Wdział nasze zdjęcia jak byłeś u mnie na noc. Strasznie się wtedy wkurzył. O! Albo jak byłeś goły, albo jak mnie przytulałeś... - Nie dokończyłam, ponieważ moje usta zostały skutecznie zakneblowane przez dłoń Harry'ego, który przyciągnął mnie do siebie pomimo moich protestów.
- Co... - Zaczął Alec, jednak Harry szybko mu przerwał uśmiechając się przymusowo. Oj Harry Harry.
- Nic. Za dużo alkoholu jak na jeden raz - Wkurzona złapałam z nim kontakt wzrokowy, ale jego poważne spojrzenie zmusiło mnie do poddania się w tej sytuacji. Po kilku następnych minutach, podczas których zajęta byłam rozmową z Ashley, alkohol w moim żołądku zaczynał dawać o sobie znaki, przez co robiło mi się coraz bardziej niedobrze.
- Meg, na pewno wszystko w porządku? Jesteś zielona - Wraz z pytaniem przyjaciółki rzuciłam się pędem w stronę łazienki uwalniając całą zawartość żołądka na zewnątrz. Po chwili poczułam jak dziewczyna odgarnia mi włosy z twarzy, za co byłam jej w tamtym momencie naprawdę wdzięczna. Gdy skończyłam wymiotować oparłam się o umywalkę, przemywając twarz i usta wodą.
- Idę poszukać chłopaków. Dasz sobie radę? - Kiwnęłam głową nie bardzo kontaktując ze światem. Kręciło mi się w głowie, a przed moimi oczami pojawiły się czarne, rozmazane plamki. Ashley wyszła z toalety zostawiając mnie samą, a w tym samym czasie dźwięk dzwonka dobiegający z mojej torebki, wypełnił łazienkę. Drżącą ręką wyciągnęłam telefon i nie patrząc na nazwę kontaktu odebrałam połączenie.
- Halo?
- Witaj Meg - Po drugiej stronie rozległ się bardzo głęboki głos, od którego po kręgosłupie przeszedł mnie pojedynczy dreszcz.
- Z kim rozmawiam? - Spytałam po dłużej chwili nie przypominając sobie żebym wcześniej już gdzieś go słyszała. Mężczyzna po drugiej stronie zaśmiał się, jednak nie było w tym nic przyjemnego dla ucha.
- Mam nadzieję, że alkohol ci smakował. Postarałem się żebyś dostała odpowiednią dawkę, nie martw się. Rano niczego nie będziesz pamiętać - Dawkę? Chwila, co?! O czym on...
- Nadal nie rozumiesz, Meg? W drinku który piłaś były narkotyki. Nie muszę ci chyba mówić jakie, to bez znaczenia. Zaraz sama zaczniesz dostrzegać ich działanie - O mój Boże...Czując mrowienie w nogach osunęłam się na ziemię niezdolna do dalszego utrzymania się w pionie.
- Kim...kim ty jesteś? - Mój głos załamał się, a dodatkowe zawroty głowy spowolniły moje myśli. Miałam wrażenie, że świat dookoła mnie zaczął wirować, a wszystkie dźwięki dobiegające z zewnątrz stały się nad wyraz głośne dla moich uszu. Po drugiej stronie znów rozległ się ten okropny śmiech.
- Na razie nie musisz tego wiedzieć, Megy, ale jak tak bardzo cię to nurtuje; twoim najgorszym koszmarem - Po wypowiedzeniu tych słów połączenie zostało przerwane, a komórka wyleciała mi z drżącej ręki prosto na betonowe płytki. Otworzyłam usta by krzyknąć, jednak nie wydał się z nich żaden dźwięk oprócz pojedynczego jęknięcia. Moje ciało całe dygotało z przerażenia i czy było to spowodowane narkotykiem czy nie, nie mogłam go uspokoić. Następne kilkanaście sekund było dla mnie mieszanką bólu, cierpienia i lęku, a wszystkie wydarzenia potoczyły się w zadziwiająco szybkim tempie. Upadłam na podłogę w ogóle nie czując kończyn, a moja głowa uderzyła o posadzkę z siłą, od której zrobiło mi się czarno przed oczami. Ostatnim co usłyszałam był przeraźliwy krzyk Ashley, a następnie nic, jakby pustka otaczająca mnie ze wszystkich stron. Ciemność. Pustka. Krzyk. Zemdlałam.



Witajcie :) Minęło...sporo czasu odkąd byłam tu po raz ostatni, mam wrażenie, że to były wieki. Dziękuję za wszystkie miłe komentarze oraz naprawdę dużą ilość codziennych wyświetleń; myślę, że gdyby nie świadomość, że cały czas tu jesteście, nie wróciłabym już do pisania. Jestem świadoma tego, że pewnie większość z was już dawno straciła nadzieję, że jeszcze kiedyś pojawi się tutaj kolejny rozdział i opuściła mnie bezpowrotnie, jednak mam nadzieję, że chociaż mała część moich czytelników została cały czas we mnie wierząc; to dla was dedykuję ten rozdział. Jest to naprawdę miłe i nawet nie wiecie ile to dla mnie, zagubionej pisarki, znaczy, że gdzieś tam ktoś czeka na dalszy ciąg wydarzeń Meg i Harry'ego. Powróciłam do was, mam nadzieję, z nowym, lepszym stylem, nowymi pomysłami, fabułą. Powód mojej nieobecności? Nauka, nowe opowiadania, brak czasu wolnego - niestety. Nie będę zmyślała jakiś błahych historyjek i szczerze przyznam wam się, że planowałam zamknięcie Abducted, a nawet podjęłam już o tym decyzję. Jednak czytając wasze komentarze oraz doświadczając na własnej skórze takiego dziadostwa jakie chciałam urządzić wam postanowiłam, że specjalnie dla was, moich czytelników, "fanów", przyjaciół dokończę Abducted, jednak już teraz chciałam abyście wiedzieli, że będzie to koniec mojej przygody z takiego typu fanfikami. Jak niektórzy z was pewnie zauważyli, rozpoczęłam swoją działalność w pełnym tego słowa znaczeniu na wattpadzie, gdzie oprócz Abd. pojawiły się też moje inne opowiadania na zupełnie inny temat i to im chciałabym poświęcić swój czas i wenę. Jednak tak jak powiedziałam, nie mogłabym zrobić tego z czystym sumieniem wiedząc, że tu czekają na mnie osoby, które cały czas oczekują na ciąg dalszy. Dlatego jeszcze raz dziękuję wam z całego serca za to, że wytrwaliście te długie miesiące dla mnie :) Co do następnego rozdziału; nie wiem kiedy możecie się go spodziewać, ale OBIECUJĘ z całego swojego serca, że pojawi się on NA PEWNO. Kocham was, naprawdę <3


sobota, 14 lutego 2015

Rozdział 25

Gdy otworzyłam oczy, jasny blask słońca wchodzącego przez zasłony oślepił mnie, przez co byłam zmuszona z powrotem je zamknąć. Mruknęłam niezadowolona pod nosem, przysuwając się bliżej klatki Harrego. Przymrużyłam lekko oczy i uśmiechnęłam się, obserwując śpiącego chłopaka. Jego malinowe usta były rozchylone, a on sam pochrapywał cicho. Jego brązowe loki spadały mu na twarz, na co moje kąciki ust uniosły się jeszcze wyżej, bo wyglądało to naprawdę słodko. Wyciągnęłam w jego stronę rękę i odgarnęłam mu je delikatnie z twarzy, przez co Harry mruknął coś niezrozumiałego pod nosem i przyciągnął mnie bliżej siebie. Poczułam jak z tego wszystkiego zaczyna mi brakować powietrza, ponieważ jego uścisk był naprawdę mocny.
- Harry - Szepnęłam, próbując jakoś odsunąć od siebie chłopaka, jednak nie udało mi się to.
- Harry! - Powtórzyłam trochę głośniej, na co z jego ust znów wydobyło się jęknięcie, a powieki chłopaka zaczęły się powoli unosić do góry.
- Mhm - Zamruczał brunet, zaciągając się zapachem moich włosów.
- Witaj kochanie - Jego usta zaatakowały moją szyję, składając na niej delikatne pocałunki.
- Co tam?
- Na pewno byłoby lepiej gdybym mogła chociaż trochę oddychać - Odpowiedziałam, patrząc wymownie na chłopaka, do którego moje słowa dotarły dopiero po kilku dłuższych sekundach.  Szybko poluźnił uścisk, dzięki czemu od razu wciągnęłam więcej powietrza do płuc.
- Wszystko w porządku? - Harry brzmiał na naprawdę zaniepokojonego, przez co uśmiechnęłam się lekko i wspięłam na niego, siadając na nim okrakiem. Zielonooki wydawał się być lekko zdziwiony, jednak zaraz jego twarz rozświetlił chytry uśmieszek. Nachyliłam się, muskając delikatnie jego usta, a palcami wiodłam drogę wzdłuż jego klatki piersiowej. Harry gwałtownie uniósł biodra do góry, przez co jęknęłam, czując jak jego penis, zabezpieczony tylko i wyłącznie przez cienki materiał bokserek, ociera się o moją kobiecość. Harry zaśmiał się melodyjnie, ale nie trwało to długo, ponieważ ścisnęłam jego członka dłonią, na co brunet gwałtownie wciągnął powietrze.
- Nie rób tak więcej - Warknął przez zęby, ale wyraźnie widziałam pożądamie, wypełniające jego błyszczące oczy. Wzruszyłam niewinnie ramionami zjeżdżając palcami do linii bokserek.
- Dlaczego? Nie podobało ci się kochanie? - Wydęłam do przodu wargę, w tym samym czasie wkładając rękę pod szary materiał bokserek. Przejechałam wzdłuż jego przyjaciela, przez co Harry wygiął plecy w łuk. Widząc jego reakcję wyciągnęłam rękę i znów pochyliłam się nad nim, przywierając do niego swoimi ustami. Harry natychmiast oddał pocałunek, a jego dłonie spoczęły na moim tyłku lekko go ściskając. Sapnęłam w jego usta, poruszając rytmicznie biodrami w obie strony.
- Meg.. - Szepnął ostrzegawczo, biorąc moją dolną wargę pomiędzy swoje zęby.
- Słucham Harry? - Nie przestając się poruszać, zjechałam pocałunkami na jego szyję zostawiając na niej ślady w postaci malinek.
- Nie...dręcz...się...ze mną... - Powiedział urywkowo, znów wyginając się do tyłu. Zadowolona z efektu jaki uzyskałam, powtórnie włożyłam rękę do jego bokserek tym razem opuszczając je do jego kostek. Jego przyjaciel stał już na baczność, a Harry patrzył na mnie błagalnym wzrokiem.
- Meg oh! - Wyrwało się z jego ust,  gdy wzięłam jego przyrodzenie w rękę i zaczęłam posuwać nią w dół i w górę. Po chwili pochyliłam się nad nim,  a mój język zaczął zataczać kółka w okół jego główki. Brunet wił się pode mną sapiąc głośno, a ja poczułam jak na ten widok robi mi się ciepło w podbrzuszu.
- Kurwa Mej, ja zaraz... - Widząc,  że Styles jest blisko wzięłam jego całą długość do ust, a po kilku ruchach chłopak doszedł,  krzycząc moje imie na cały dom. Pozostałam jeszcze przez chwilę w takiej pozycji w jakiej byłam, obserwując Harrego,  który trwał w ekstazie przez dobre kilkanaście sekund. Jego oczy były zamknięte, usta zaciśnięte, a włosy, teraz zlepione od potu, przykleiły mu się do czoła. Cmoknęłam go przelotnie w usta, po czym zsunęłam się z łóżka i podeszłam do szafy, z której wyjęłam czysty podkoszulek Harrego oraz jego dresy. Ja naprawdę kocham w nich chodzić. Skierowałam się do łazienki, po drodze podnosząc bokserki bruneta, by wrzucić je przy okazji do kosza na pranie, jednak jego zachrypnięty głos przeszkodził mi w mojej drodze.
- Dokąd idziesz?
- Do łazienki. Muszę wziąć prysznic - Uśmiechnęłam się lekko na co chłopak tylko pokiwał głową, obracając się plecami do mnie. Pewnie znowu zaśnie. Ściągnęłam swoje ubranie i szybko znalazłam się pod ciepłym strumieniem wody. Namydliłam się, a następnie rozpuściłam włosy, które wczoraj wieczorem spięłam w kok. Woda zaczęła spływać po moich brązowych falach, a ja  nuciłam pod nosem piosenkę, która leciała chyba w jednym ze sklepów, w których byłam wczoraj. Nie wiem kto jest jej wykonawcą, ale kawałek wpada w ucho. Pisnęłam, gdy poczułam czyjeś dłonie na swoich biodrach.
- Cii, nie chciałem cię przestraszyć - Harry wymruczał do mojego ucha, a jego miękkie wargi zaczęły sunąć po mojej szyi. Jego ręce błądziły po całym moim ciele, a ja złapałam się ściany, by utrzymać równowagę. Bez żadnego ostrzeżenia, Harry wbił się we mnie od tyłu, na co krzyknęłam czując jak przysparza mi to ból. Chłopak zaczął poruszać się na początku wolno, jednak z każdym jego pchnięciem jego ruchy stawały się coraz szybsze i głębsze.
- Haaary - Ból przerodził się w przyjemność, która zawładnęła całym moim ciałem. Brunet wypiął mnie bardziej w swoją stronę, co spowodowało, że poczułam go w sobie dokładniej.
- Kurwa Meg, zaraz dojde - Sapnął Harry, a przez jego słowa poczułam, że również jestem blisko. Kiedy oboje mieliśmy szczytować, Harry niespodziewanie wyszedł ze mnie, przez co jęknęłam czując jak moje nogi odmawiają mi posłuszeństwa. Zanim zdążyłam upaść, chłopak obrócił mnie przodem do siebie i zaatakował moje usta pozbawiając mnie tym dopływu powietrza. Wsunęłam palce w jego gęste loki i pociągnęłam za nie, sprawiając, że Harry warknął prosto w moje usta. Po chwili zostałam uniesiona do góry, czując jak członek Harrego ociera się o moje wejście. Zaplotłam nogi wokół jego pasa w tym samym momencie, w którym Harry wszedł we mnie całą swoją długością docierając od razu do mojego punktu G. Moje wrzaski zostały zagłuszone przez usta bruneta, który ani na chwilę nie odrywał swoich warg od moich.
- Cholera - Harry jęknął i przyspieszył swoje ruchy doprowadzając mnie tym na szczyt.
- Haaaary! - Krzycząc głośno jego imię, doszłam, a moje soki spłynęły w dół po moich udach. Brunet doszedł zaraz po mnie wykonując jeszcze kilka mocnych pchnięć. Oboje staliśmy teraz niezdolni do żadnego ruchu, a penis Harrego cały czas był we mnie.
- To było... - Zaczął Harry, ale przerwałam mu w połowie zdania.
- Niesamowite - Oddychaliśmy ciężko, nasze ciała cały czas tworzyły jedność. Zamknęłam oczy próbując uregulować oddech, a głowa Harrego opadła na moją klatkę piersiową. Czując jak ogarnia mnie senność mruknęłam do Harrego, żeby wysunął ze mnie swojego kutasa, co zaraz zrobił. Chłopak wyłączył wodę, która spłukała z nas cały zapach niedawno uprawianego seksu, po czym podniósł mnie jak pannę młodą.
- Chodź kochanie. Zabiorę cię do łóżka - Wyniósł mnie z łazienki i położył na czystej pościeli, którą musiał zmienić w trakcie mojego mycia. Wtuliłam się w poduszkę wdychając jej przyjemny zapach. Pachniała tak świeżo.
- Harry?
- Hmm?
- Obudzisz mnie tak żebym zdążyła na tą cholerną studniówkę?
- Tak, pewnie. Cały czas będę w domu, nigdzie się nie wybieram. A teraz już śpij kochanie - Chłopak nachylił się składając pocałunek na moim czole, po czym skierował się do szafy, z której wyciągnął czyste ubrania. Z każdą sekundą moje powieki stawały się coraz cięższe, a mój umysł powoli przestawał pracować.
- Harry - Mruknęłam pod nosem znów przykuwając uwagę chłopaka.
- Słucham Meg?
- Kocham cię
- Kocham cię - Odpowiedział, a ja dałabym sobie głowę uciąć, że na jego twarzy panował teraz uśmiech. Słysząc jego odpowiedź uniosłam kąciki swoich ust w górę, a następnie zasnęłam czując się naprawdę szczęśliwa.

***

Kiedy otworzyłam z powrotem oczy, rozejrzałam się po sypialni w poszukiwaniu Harrego, jednak chłopaka w niej nie było. Ziewnęłam, a następnie spuściłam nogi z łóżka patrząc na zegarek stojący na szafce nocnej, który wskazywał godzinę 13:30. Zasnęłam na niecałe 4 godziny. Czując się wypoczęta, przebrałam się w czyste ciuchy, a następnie opuściłam po cichu sypialnię i zeszłam na dół. Harrego nigdzie nie było, dlatego postanowiłam zaskoczyć go gwałtownym wejściem do kuchni, w której pewnie się znajdował. Jednak wraz z moim wejściem do pomieszczenia zdziwiłam się kiedy okazało się, że nikogo w niej nie ma. Gdzie on...
- Szukasz czegoś kochanie? - Pisnęłam słysząc głos Harrego za sobą. Odwróciłam się w stronę chłopaka, który przyglądał mi się z kpiącym uśmieszkiem na twarzy, opierając się z założonymi rękami o ścianę.
- Przestraszyłeś mnie! - Powiedziałam podchodząc do bruneta. Wtuliłam się w jego ciepły tors. Pachniał fiołkami, wodą kolońską i ... czekoladą?
- Wszystko w porządku? - Harry brzmiał na naprawdę zaniepokojonego, obserwując moje dziwne zachowanie.
- Tak, po prostu lubię cię przytulać - Cmoknęłam go przelotnie w usta. Harry uśmiechnął się ukazując urocze dołeczki.
- Jesteś głodna? - Kiwnęłam od razu głową, a Harry złapał mnie za rękę i poprowadził do kuchni, w której unosił się cudowny zapach świeżo zrobionych naleśników. Rzuciłam się na talerz z jedzeniem stojący na środku stołu i w kilka sekund opróżniłam jego zawartość. Harry śmiał się obserwując moje pokraczne jedzenie, jednak nie przejmowałam się tym będąc naprawdę głodną. Po skończonym posiłku odsunęłam od siebie talerz i odchyliłam się na oparcie krzesła masując się po napełnionym brzuchu.
- To było naprawdę pyszne! - Powiedziałam wstając. Wskoczyłam na stół machając nogami i obserwując Harrego, który wziął mój talerz i schował go do zmywarki. 
- Cieszę się, że ci smakowało kochanie - Brunet stanął pomiędzy moimi nogami, a jego dłonie oplotły moje biodra przyciągając mnie do niego. Przewiesiłam ręce za jego szyję, a palce wpltołam w jego włosy, kiedy jego usta znalazły się na moich. Pocałunek był inny niż wcześniej, raczej delikatny, jakby chłopak swoimi wargami chciał zbadać każdy jeden centymetr moich ust. Wsunęłam dłoń pod t-shirt Harrego, sunąc w górę po jego wyrzeźbionym torsie. Chłopak zaczął rozpinać guziki od mojej bluzki, jednak zanim zdążył ją ze mnie ściągnąć, zadzwonił mój telefon. Harry jęknął niezadowolony, a jego wargi zaczęły sunąć po mojej szyi gryząc ją w niektórych miejscach.
- Nie odbieraj - Warknął, jednak ja tylko cmoknęłam go przelotnie w usta, po czym sięgnęłam po komórkę leżącą za mną i nacisnęłam na zieloną słuchawkę odbierając.
- Halo?
- Hej Meg, tu Ash. Nie przeszkadzam? - Uniosłam wzrok na Harrego, który przyglądał mi się z morderczym spojrzeniem.
- Nie, nie wszystko w porządku. Co jest? - Brunet prychnął słysząc moją odpowiedź, po czym przewracając oczami wyszedł z pomieszczenia. Zeskoczyłam z blatu i przysunęłam słuchawkę bliżej ucha wsłuchując się w głos Ashley. Po kilku minutach zakończyłam połączenie i wyszłam z kuchni w poszukiwaniu chłopaka. Znalazłam go w salonie, oglądającego jakieś show.
- Jesteś na mnie zły?
- Co chciała twoja różowo-włosa przyjaciółeczka? - Odpowiedział pytaniem na pytanie. Tak, zdecydowanie jest zły.
- Właściwie to nic. Pytała czy może do mnie przyjechać żeby się przygotować na bal, ale powiedziałam jej, że jadę z tobą - Opadłam obok niego na kanapę, a mój wzrok powędrował na jego twarz. Nie patrzył na mnie, jednak dobrze wiedziałam, że miał świadomość tego, że mu się przyglądam.
- Nie potrzebujesz jechać do siebie? - W końcu jego zielone tęczówki spoczęły na mojej osobie, jednak były puste i nie dało się z nich wywnioskować emocji, którym aktualnie się kierował.
- Nie, właściwie mam wszystko tutaj - Wzruszyłam ramionami, po czym włożyłam się wygodnie na kanapie zamykając oczy. Jeśli Harry ma zamiar mnie ignorować - dobrze, ale w takim razie niech nie liczy na jakąkolwiek uwagę ode mnie.

Hej kochani, witajcie xx Przepraszam, że musieliście czekać tak długo na nowy rozdział, albo przynajmniej jego część. Rozdział miał być dłuższy, jednak za cholere nie mogę go napisać i postanowiłam, że w takim razie dam wam dzisiaj tylko jego połowę. Przepraszam was :( Wiem, że czekacie tak długo na nowy post a jak już się on pokaże to jest beznadziejny. Naprawdę czuję się z tym bardzo źle, ale nie potrafię zebrać się w sobie i napisać czegoś co samej by mi się spodobało :( wybaczcie, ale chyba sie "wypaliłam" :( Wesołych Walentynek <3

niedziela, 18 stycznia 2015

Wattpad!

Hejo! xx Pewnie wszyscy spodziewają się nowego rozdziału (wybaczcie ;p), jednak znowu piszę do was w innej sprawie (o czym chyba świadczy sam tytuł ;p ) Mianowicie: 
ABDUCTED RUSZYŁO NA WATTPADZIE!!! 
Jeeej! Kto się cieszy tak jak ja? xD Jestem z tego powodu naprawdę podekscytowana, co chyba zresztą widać :D Na razie próbuję wszystko ogarnąć iwgl, ale idzie mi coraz lepiej, dlatego przewiduję, że rozdziały (na wattpadzie!) pojawiać się będą co piątek. Muszę zrobić pomiędzy nimi taki odstęp, bo chcę jak najwolniej dodawać rozdziały, żeby w pewnym momencie nie dogonić tych stąd (co zapewne i tak się kiedyś stanie ;p ) No ale teraz mamy pierwszy rozdział, cieszmy się tym, a przyszłością zajmiemy się później ^^ Nie zanudzam was bardziej i podaję linka do Wattpada:


Ps: Druga część 24 niebawem! ^^


środa, 7 stycznia 2015

Rozdział 24


"I'm not a perfect person 

As many things I wish I didn't do 
But I continue learning 
I never meant to do those things to you 
And so I have to say before I go 
That I just want you to know 
I've found a reason for me 
To change who I used to be 
A reason to start over new 
And the reason is you"


Piosenka "The Reason" zespołu Hoobastank leciała z głośników wypełniając w ten sposób ciszę jaka panowała w samochodzie. Piętnaście minut temu wjechałem na autostradę i od tej pory Meg nie odezwała się do mnie ani razu. Wiem, że zachowałem się jak kutas. Nie, ja po prostu jestem kutasem. Mogłem z nią spokojnie porozmawiać, ale dosłownie rozsadzało mną kiedy zobaczyłem te zdjęcia. Po drugie błagam, spokojne gadanie? To nie w stylu Harrego Styles'a, o nie. Zacisnąłem mocniej ręce na kierownicy dodając pedał gazu, na co brunetka przeniosła w końcu na mnie swoje piwne spojrzenie, które przez cały ten czas utkwione miała za szybą. Myślałem, że zgani mnie za szybką jazdę, jednak ona tylko wzruszyła ramionami i z powrotem odwróciła się w stronę okna. No kurwa. Do tego jeszcze ta pieprzona piosenka! Czy oni muszą śpiewać dokładnie o tym co czuję?! Zdenerwowany przełączyłem szybko na inną stację, cudem powstrzymując się od wypieprzenia radia za okno, jakkolwiek byłoby to możliwe.
- Lubię tamtą piosenkę - Po chwili usłyszałem cichy głos Meg przez co skierowałem na nią swoje zdziwione spojrzenie. Dziewczyna nie patrzyła na mnie, ale wiedziałem, że w innych okolicznościach już dawno wierciłaby wzrokiem dziurę w moim brzuchu.
- A ja nie - Odpowiedziałem krótko, skupiając z powrotem uwagę na drodze. Meg westchnęła i po chwili wyciągnęła z torebki telefon wraz z słuchawkami, które zaraz znalazły się w jej uszach, a brunetka odparła się wygodniej na fotelu i zamknęła oczy. Brawo Styles, spieprzyłeś po całości. Gdy po dwudziestu minutach dziewczyna otworzyła oczy, jej wściekłe spojrzenie zderzyło się z moimi tęczówkami.
- Czemu jesteśmy pod twoim domem? - Jeśli wzrok mógłby zabijać już dawno leżałbym w grobie.
- Powiedziałaś, że chcesz jechać do domu - Westchnąłem wyciągając kluczyki ze stacyjki.
- Tak, do domu. Do swojego domu. I czemu auta chłopaków tutaj stoją?
- Ponieważ są tu, w środku i czekają na mnie od jakiejś pół godziny. Proszę cię, zostań dzisiaj u mnie na noc, potrzebuję twojego towarzystwa - Sam nie wierzę w to co mówię, ale taka jest prawda. Potrzebuję jej.
- Ale Harry, ja...
- Proszę - Spojrzałem prosto w jej oczy, na co dziewczyna spuściła wzrok. Jej dolna warga wylądowała pomiędzy zębami i, o boże wyglądała z tym tak strasznie seksownie. Przez chwilę widziałem na jej twarzy cień wątpliwości, ale gdy z powrotem uniosła swoje oczy panowało w nich zrozumienie.
- Dobrze - Odwróciła się do drzwi, chwytając za klamkę w celu ich otworzenia, ale zanim zdążyła to zrobić złapałem ją za dłoń i pociągnąłem do siebie złączając nasze usta ze sobą. Co dziwne, Meg nie odsunęła się ode mnie tak jak przypuszczałem, że zrobi, ale nie oddała pocałunku co, nie powiem, lekko zabolało. Odsunąłem się gładząc ją lekko po policzku.
- Kocham cię - Nie sądziłem, że słowo to przyjdzie mi na myśl z taką łatwością, a co dopiero wypowiem je na głos. Policzki Meg stały się czerwone, a brunetka uśmiechnęła się lekko, co od razu odwzajemniłem. Wysiadłem z samochodu i podałem dłoń brunetce, którą ta złapała po kilku sekundach wahania. Weszliśmy do domu, a ja nie rozbierając się skierowałem się do salonu, z którego dobiegały głosy moich przyjaciół.
- Siema - Kiedy stanąłem w progu, rozmowy ucichły, a wszystkie spojrzenia najpierw przeniosły się na mnie, a następnie na coś co znajdowało się za mną. Odwróciłem się, widząc Meg stojącą za mną z lekkim uśmiechem na twarzy. Pomimo tego widziałem po niej, że była zdenerwowana i w sumie nie dziwiłem się dlaczego. W końcu chłopcy hmm...z mojego polecenia nie byli dla niej zbyt mili. Uśmiechnąłem się zachęcająco i przyciągnąłem ją do swojego boku, składając na jej głowie przelotny pocałunek.
- Ymm...hej - Pomachała do chłopaków, a następnie z powrotem przygryzła tą pieprzoną wargę. Boże, ona na prawdę kocha mnie torturować.
- Cześć mała! - Louis wyszczerzył się, po czym podbiegł do brunetki i zamknął ją w szczelnym uścisku, prawie przewracając ich przy tym na ziemię. Dziewczyna pisnęła, po czym zaczęła się śmiać, uderzając szatyna w klatkę piersiową.
- Lou! Lou błagam puść mnie! Zaraz mnie udusisz!
- Tomlinson debilu, weź się ogarnij - Zaśmiał się Niall, który siedział rozwalony na kanapie z puszką po piwie w ręku. Louis uśmiechnął się szeroko, po czym puścił dziewczynę, na co znów przyciągnąłem ją do swojego pasa, tym razem nie pozostawiając pomiędzy nami nawet centymetra odległości. Meg zgromiła mnie wzrokiem, ale ja tylko wzruszyłem ramionami i przeniosłem spojrzenie na Lou.
- Wara od mojej dziewczyny, jasne Tomlinson? Ona jest moja.
- Stary, spokojnie. Mam własną panienkę, sam wiesz. Megy jest po prostu moją młodszą, głupiutką siostrzyczką - Poczochrał jej włosy ręką, wywołując tym samym śmiech reszty i grymas na twarzy Meg.
- Ej no! Wcale nie jestem głupia! Ty sam jesteś głupi, Tomlinson - Dziewczyna chciała mi się wyrwać, ale zamiast puścić ją to mocniej oplotłem ją w talli. Brunetka wystawiła do Louis'a środkowego palca, na co chłopcy znów zaczęli się śmiać, ale nagły głos Liam'a przerwał całą 'zabawną' atmosferę, powodując, że w pokoju znów zrobiło się cicho. I bardzo dobrze, bo jeszcze chwila a przywaliłbym Tomlinsonowi prosto w jaja.
- Jeśli się nie mylę, to nie zebraliśmy się tutaj na wieczorek towarzyski, tylko na poważną rozmowę - Brunet był wyraźnie czymś podenerwowany, zresztą to samo zauważyłem teraz u reszty moich przyjaciół. Każdy z nich spoważniał, a wzrok każdego z nich utkwiony był wszędzie tylko nie na mnie. Co jest kurwa?
- Dawaj, co tym razem? Następny diler został zamordowany, znaleźliście sprawcę, przebito opony w twoim BMW...
- Blaise nie żyje - Przerwał Zayn zanim zdążyłem dokończyć zdanie. Chwila...co? Wokół mnie zaszumiało i gdyby nie świadomość, że Meg stoi i tak już wystarczająco przestraszona obok mnie, to już dawno wyszedłbym z domu, trzaskając przy tym drzwiami.
- Znaleźli go dzisiaj rano z kilkoma ranami postrzałowymi na całym ciele. Sądzimy, że... - Kontynuował Malik, ale wszedłem mu w zdanie.
- Meg, idź na górę - Starałem się nie brzmieć zbyt ostro, ale sądząc po dreszczu jaki przebiegł przez ciało Meg, jak zwykle mi się nie udało.
- Ale ja przecież...
- Tak, wiem - Wiedziałem dokładnie co chciała powiedzieć. "Przecież dawniej słyszałam o dużo gorszych rzeczach" . Jednak to nie chodziło o to co zamierzał powiedzieć Zayn, tylko o mnie. Nie wiem ile jeszcze uda mi się wytrzymać zanim wybuchnę, a nie chcę żeby Megan jakkolwiek przy tym ucierpiała. Psychicznie czy nawet fizycznie. Nie, nie zraniłbym jej celowo, ale gdy jestem wkurwiony nie jestem sobą, a powstrzymanie się przed czymkolwiek przychodzi mi z dużym trudem. Blaise był dla mnie jak na prawdę dobry, dawny przyjaciel. To on pomagał mi w tworzeniu gangu, w pierwszych dostawach, w gromadzeniu sojuszników i likwidowaniu wrogów. Bez niego gang gwałtownie osłabnie, nie mówiąc już o mnie i chłopakach. Przejechałem po włosach dłońmi i westchnąłem, obracając twarz Meg przodem do mojej. W jej oczach panowała desperacja i już wtedy wiedziałem, że wręcz niemożliwym będzie usunięcie jej z pokoju.
- Meg, proszę. Idź do sypialni, weź prysznic, połóż się. Za niedługo do ciebie dołączę, dobrze? Proszę kochanie - Pod wpływem moich słów wyraz jej twarzy zmienił się, a po chwili posłusznie skinęła głową cały czas nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Dobrze, pójdę - Uśmiechnąłem się do niej wdzięcznie, ale zanim odeszła nachyliła się i dosłownie musnęła moje usta szepcząc w nie cicho
- Strasznie mi przykro. Będzie dobrze, zobaczysz - Po czym ruszyła na górę po schodach, znikając po chwili za rogiem. Odwróciłem się z powrotem do chłopaków, przygotowując się psychicznie na planowaną rozmowę.
- Huh, co dalej? - Westchnąłem, zamykając oczy. Opadłem na kanapę obok Niall'a i wsłuchałem się w spokojny głos Liam'a, który zaczął tłumaczyć mi wszystko od początku. Kiedy skończył, każdy z nas cudem powstrzymywał się od wybicia szyby, czy wyważenia drzwi.
- Jednym słowem - spuentował brunet - to na pewno znów byli oni - To było już dla mnie za wiele. Wstałem i z całej siły kopnąłem w szklany stolik służący jako ławę. Szkło rozprysnęło na cały salon, a ja w duchu dziękowałem sobie, że nie uległem Meg. Gdyby ona teraz tutaj była... . Zapowiada się na prawdę długa noc.

* Meg's P.O.V. *

Opadłam na łóżko Harrego nie zdolna do żadnego ruchu. Wszystko mnie bolało, a moja głowa dosłownie pękała z nadmiaru emocji i wrażeń. Zdecydowanie za dużo jak na jeden dzień. Przewróciłam się na drugi bok wpatrując się w niebo za oknem. Było już ciemno, chociaż nie wiedziałam która godzina. Wyciągnęłam telefon z kieszeni jeansów i odblokowałam ekran. 18:56. Na wyświetlaczu od razu pojawiły się też powiadomienia, takie jak dwa nieodebrane połączenia od mamy, sześć od Ashley i cztery od Alec'a oraz ponad dwadzieścia wiadomości. Wszystkie były od moich przyjaciół, którzy martwili się o mnie, że tak nagle zniknęłam. Pod koniec smsów Ashley pisała, że Harry poinformował ją, że...że co?
" Harry napisał, że zadzwonił do ciebie i musiał cię na chwilę 'porwać' przez co nie miałaś czasu, żeby nas o tym łaskawie powiadomić. Przynajmniej on jeden jest mądry. Wiesz jak się martwiłam?! Miłej randki xx - Ash :* "
Westchnęłam, wybierając pole nowej wiadomości, w której napisałam do mamy, że zostaję dzisiaj na noc u Harrego oraz, że wszystko ze mną w porządku. Po niecałej minucie dostałam odpowiedzieć od mamy, w której życzyła mi słodkich snów. Uśmiechnęłam się sama do siebie, po czym wstałam z miękkiego posłania i skierowałam do dużej łazienki połączonej z sypialnią Harrego, w której bywałam już tak często, że miałam tu nawet niektóre swoje rzeczy takie jak szczoteczkę do zębów czy kosmetyki. Rozebrałam się z ubrań, po czym weszłam pod ciepłą wodę, która od razu podziałała kojąco na moje obolałe mięśnie. Co dziwne, prysznic poszedł mi dość sprawnie. Kiedy wyszłam z łazienki, chłopcy nadal rozmawiali na dole, co było słychać nawet przez zamknięte drzwi. Podeszłam do szafy z której wyciągnęłam czyste dresy należące do Styles'a, a z kosza na pranie wzięłam t-shirt chłopaka, przesiąknięty jego zapachem. Taki najlepszy. Ubrałam to wszystko na siebie, po czym wsunęłam się pod ciepłą pościel nasłuchując głosów z salonu. Leżałam tak przez długi czas, a sen za cholerę nie chciał nadejść. W pewnym momencie usłyszałam wrzask Harrego, a zaraz potem odgłos tłuczonego szkła, który rozniósł się po całym domu. Wzdrygnęłam się, a następnie zerwałam z łóżka z zamiarem pójścia na dół i zobaczenia czy z Harrym wszystko w porządku. Jednak w połowie otwierania drzwi dotarło do mnie, że byłaby to najgłupsza rzecz jaką bym mogła zrobić. Harry specjalnie wysłał mnie na górę, aż taka "głupiutka" nie byłam. Widziałam prośbę w jego oczach, które wręcz błagały mnie o oddalenie się z tamtego miejsca. Oboje dobrze wiedzieliśmy, że kiedy Harrym zawładnie gniew, nie będzie się w stanie opanować. Zrobił to dla mojego dobra. Kolejny głośny krzyk rozdarł powietrze, a w moim sercu zaświeciła się czerwona lampka. "Co ty tu jeszcze robisz? On cię potrzebuje! Biegnij!" Zasłoniłam uszy ręką i otworzyłam drzwi na oścież. Wybiegłam z pokoju i rzuciłam się pędem przez korytarz, ale nie biegłam w stronę schodów, a w całkiem przeciwną.

* Louis P.O.V. * 

Harrego dosłownie roznosiło. Najpierw rozbił ściany, potem wazon i zaraz poszłaby lampka, gdyby nie Niall, który w ostatniej chwili złapał spadający przedmiot.
- Stary, ogarnij się - Liam potrząsał nim od czasu do czasu, jednak to nic nie dawało. Harry był nieobecny, jakby w swoim świecie. Dawno nie widziałem go w takim stanie, a to tylko dzięki...
- Harry, pomyśl o Meg. Jeśli spała, na pewno się obudziła i teraz się boi. Pamiętasz jak wybiłeś kiedyś ścianę obok jej głowy? Jak wtedy wyglądała? Podobało jej się to? Nie, wręcz była przerażona - no może też choćby dlatego, że ten debil ją pocałował bez jej zgody - Pamiętam jak długo płakała. Pomyśl, że teraz siedzi tam i zastanawia się co się z tobą dzieję, a jej mina jest taka jak wtedy. Harry, ogarnij się - Styles znieruchomiał i zaczął szybciej oddychać, a na jego czole pojawiły się kropelki potu. Po chwili opadł z powrotem na kanapę za sobą, biorąc twarz w dłonie.
- Sorry chłopaki - Wychrypiał, ale przy końcówce załamał mu się głos. Westchnąłem, wyciągając paczkę papierosów z tylnej kieszeni spodni.
-  Mam dość, idę zapalić - Powiadomiłem przyjaciół, po czym wyszedłem z salonu zostawiając to całe gówni za sobą. Kiedy chłodne powietrze zderzyło się z moją twarzą, wciągnąłem je głębiej, rozkoszując się tą beztroską chwilą. Włożyłem szluga do ust i mocno pociągnąłem. W tym samym czasie usłyszałem jakiś dziwny dźwięk, na co momentalnie odwróciłem się w stronę z której dochodził. Spojrzałem na dom, z którym było wszystko w jak najlepszym porządku, a w momencie, w którym znów chciałem się obrócić coś na dachu poruszyło się przez co mój papieros wypadł mi z ręki, spadając na podjazd. Kurwa, Styles się wkurzy. Szybko dobyłem broni, którą jak zwykle trzymałem pod bluzą i wycelowałem w miejsce, w którym przed chwilą widziałem cień. Bez zawahania strzeliłbym, gdyby nie to, że postacią, która siedziała na dachu, była Meg. Rozchyliłem lekko usta, nie mogąc wydobyć dźwięku. Jak ona się tam kurwa znalazła i po co?!
-Megan! Co ty do jasnej cholery wyprawiasz? - Krzyknąłem, przykuwając tym samym uwagę dziewczyny.
- O, cześć Louis - Jak gdyby nigdy nic pomachała w moim kierunku, po czym otarła dłonią oczy. Płakała.
- Porąbało cię!? Nie ruszaj się stamtąd, idę do ciebie - Odpowiedziałem zaniepokojony, wdrapując się na pierwsze lepsze schody przeciwpożarowe. Kiedy znalazłem się już na dachu ze zdziwieniem stwierdziłem, że jest tu wystarczająco dużo miejsca, żeby spokojnie po nim przejść, a co dopiero usiąść. Co nie zmieniało faktu, że kurwa ona siedziała ponad dziesięć metrów nad ziemią!
- Co ty tu w ogóle robisz? Wszystko w porządku? - Usiadłem obok niej, a brunetka posłała w moją stronę smutny uśmiech zanim z jej oczu z powrotem wypłynęły łzy.
- Hej, no już. Ciiiii. Oddychaj mała, wszystko będzie w porządku. Co się stało? - Wziąłem ją w ramiona, a dziewczyna wtuliła się we mnie nie przestając płakać. Kołysałem nią przez długi czas, dopóki jej oddech nie stał się równomierny, a dziewczyna nie uspokoiła się.
- Już ci lepiej? - Meg tylko kiwnęła głową, po czym wyswobodziła się z moich ramion i wciągnęła głębiej powietrze.
- Czy to ma związek z Harrym? Coś ci zrobił? - Dziewczyna z powrotem przeniosła na mnie swój wzrok, a w jej oczach było tyle bólu, że aż sam poczułem uścisk w sercu. Moja mała Meg. Zabiję tego kutasa jeśli wyrządził jej jakąkolwiek krzywdę. Zabiję.

* Meg's P.O.V. *

Louis przyglądał mi się intensywnie i byłam wręcz pewna, że śledzi dokładnie każdy mój ruch. Co on tu w ogóle robi? Czyżby 'zebranie' dobiegło końca? Zignorował jego pytanie i uniosłam wzrok do góry na niebo.
- Przykro mi z powodu Blaise'a - Louis westchnął i również wpatrzył się w niebo.
- Pomimo tego, że dla nas pracował był naszym przyjacielem. Harry był z nim najbliżej z nas wszystkich - Powiedział i wyciągnął z jednej z kieszeni paczkę papierosów, z której za chwilę jednego odpalił. Wyciągnęłam w jego stronę rękę, na co szatyn popatrzył na mnie zdziwiony, ale nie mówiąc nic podał mi jednego szluga. Zapaliłam go, po czym zaciągnęłam się mocno powstrzymując się od kaszlu.
- Palisz? Od kiedy? - Pokręciłam głową na pytanie zadane przez Tomlinsona.
- Kiedyś paliłam
- Harry wie? - Uśmiechnął się do mnie przebiegle, a w jego oczach widziałam rozbawienie.
- Nie musi wiedzieć o wszystkim - Wzruszyłam ramionami, zaciągając się po raz ostatni, po czym wyrzuciłam papierosa za siebie.
- Nadal nie odpowiedziałaś na moje pytanie. Czy to, że płakałaś ma związek z Harrym? - Louis z powrotem stał się poważny, a jego spojrzenie wprost wypalało dziury w moich oczach. Odwróciłam wzrok, zastanawiając się chwilę nad odpowiedzią.
- Taak... - Powiedziałam cicho, jednak wiedziałam, że szatyn dobrze mnie usłyszał. Louis westchnął przeciągle, po czym znów zadarł głowę do góry.
- Rozumiem. Nie musisz mi nic mówić, jeśli nie chcesz. Ale jeśli kiedykolwiek chciałabyś o czymś pogadać to...
- Chcę - Przerwałam mu, zanim zdążył dokończyć. Jego intensywne, błękitne tęczówki znów utkwiły w moich piwnych oczach, a chłopak uśmiechnął się lekko, kiwając głową.
- Czy..czy on zrobił ci coś co...
- Nie - Powiedziałam szybko, na co Louis odetchnął z ulgą.
- On...nazwał mnie dziwką. I...mnie ude...uderzył - Mój głos załamał się w połowie, a nowe łzy napłynęły do moich oczu. Usłyszałam jak Lou wciągnął głębiej powietrze, a po chwili wstał wyrzucając papierosa.
- Zabiję tego gnoja gołymi rękami!
- Louis! Nie! Stój! - Złapałam go za nogawkę, a chłopak obrócił się do mnie patrząc prosto w moje mokre od łez oczy. Jego tęczówki były całe czarne, na co odruchowo wzięłam rękę wyobrażając sobie zamiast Lou, Harrego. Wybuchnęłam głośnym płaczem, chowając twarz w dłonie.
- Meg, Meg przepraszam. Boże, nie chciałem cię wystraszyć. Przepraszam - Louis przykląkł przy mnie i znowu mocno przytulił. Pod wpływem emocji zaczęłam zwierzać się mu ze wszystkiego co przyszło mi na myśl. Oczywiście pominęłam wątek z gangiem. Lou nie musi o tym wiedzieć, wystarczy mi Harry na głowie. Kiedy już się wyżaliłam, a mój oddech stał się spokojniejszy, Tomlinson nie powiedział nic tylko przyciągnął mnie bliżj siebie i pocałował w czoło. Nie potrzebowałam słów pocieszenia, wystarczył mi ten mały gest.
Nawet nie zwróciłam uwagi na moment, w którym szatyn tak szybko wtargnął do mojego życia. Był dla mnie jak starszy brat, którego zawsze chciałam mieć.
- Meg?
- Hmm? - Wymruczałam w jego bluzę. Nie powiem, ale w jego ramionach leżało się na prawdę wygodnie.
- Ale nie wyszłaś na dach po to żeby się zabić, prawda? - Na jego słowa wybuchnęłam śmiechem. Popatrzyłam na niego, ale, ku mojemu zdziwieniu, twarzy Louis'a była poważna. Przestałam i uśmiechnęłam się lekko.
- Nie Louis, nie chciałam się zabić. Kiedyś przez przypadek, gdy byłam u Harrego, odkryłam pokój, w którym była klapa prowadząca na dach - Wskazałam ręką na otwór, który znajdował się kilka metrów za nami - I od tego czasu dość często tu przychodzę. Lubię tu być. Patrząc na gwiazdy można spokojnie pomyśleć nad pewnymi rzeczami nie dającymi ci spokoju - Wzdrygnęłam się pod wpływem zimnego wiatru, który przypomniał mi o tym, że mam na sobie tylko bluzkę z krótkim rękawem. Louis, widząc to, ściągnął swoją bluzę, po czym pomógł mi wstać i założył ją na mnie.
- Wracamy do środka. Zaraz się przeziębisz - Nie protestowałam, ponieważ na prawdę było mi zimno. Zeszliśmy z powrotem do domu, po czym, upewniając się, że Harry z chłopakami są jeszcze na dole, zaciągnęłam Tomlinsona do pokoju bruneta. W jego towarzystwie czułam się dobrze, nawet bardzo dobrze, dlatego nie chciałam żeby jeszcze mnie zostawiał. Nie, nie czułam nic do Louis'a, oprócz bezgranicznej przyjaźni i miałam pewność, że on nie czuje nic do mnie. Rozłożyliśmy się na łóżku Styles'a i zaczęliśmy gadać i żartować o wszystkim i o niczym. Po piętnastu minutach czułam się jak naćpana szczęściem, a żarty Louis'a dosłownie doprowadzały mnie do płaczu. W pewnym momencie stanęłam na łóżku i odwróciłam się twarzą do jednej ze ścian, a następnie popatrzyłam wymownie na szatyna.
- No co? - Powiedział lekko zdezorientowany, ale uśmiech cały czas nie schodził z jego twarzy.
- No chodź tu - Ponagliłam go ręką i chłopak po chwili znalazł się przy mnie. Szepnęłam mu do ucha mój pomysł, a Lou roześmiał się, ale pokiwał głową w odpowiedzi.
- Jesteś nienormalna
- Wiem - Uśmiechnęłam się szeroko, po czym zaczęłam wdzielać swój plan w życie, a Louis po chwili dołączył do mnie.
- O tak! Louis, szybciej! - Krzyczałam co chwilę głośniej, naśladując orgazm. Wraz z Lou uderzaliśmy o ścianę oraz skakaliśmy po całym łóżku, przez co materac nieprzyjemnie skrzypiał tak jak przy stosunku. Po chwili usłyszałam jak głosy w salonie ucichły, a zaraz potem głośne kroki po korytarzu, które zbliżały się w naszym kierunku.
- Co do kurwy...- Drzwi otworzyły się, a w progu stanął zszokowany Harry, a zaraz za nim znalazła się reszta chłopców. Nie mogąc już dłużej wytrzymać opadłam z powrotem na łóżko tarzając się ze śmiechu po całej pościeli. Louis  wylądował obok mnie, a jego śmiech był tak głośny, że zdziwiłam się, że sąsiedzi Harrego jeszcze nie przyszli na skargę.
- Co do jasnej cholery się tu dzieje?! - Twarz Styles'a przybrała całkowicie czerwony kolor, natomiast Niall, Zayn i Liam z trudem powstrzymywali się od śmiechu.
- Cześć Haaary! - Przeciągnęłam specjalnie drugą literę jego imienia, po czym znów zaniosłam się śmiechem.
- Stary, my już pójdziemy. Zdzwonimy się jutro. Chodź Louis - Powiedział Liam chichocząc, po czym klepiąc mojego chłopaka w ramię, opuścił pokój znikając z mojego punktu widzenia. To samo zrobiła reszta chłopców, a Niall przed odejściem puścił do mnie oczko, na co odmachałam mu żywiołowo.
- Liam ma rację, na nas czas - Lou wstał, wygładzając swoje ubrania. Wydęłam do przodu wargi robiąc minę zbolałego kotka. Chłopak roześmiał się, po czym podszedł do mnie i cmoknął w czoło.
- Do następnego razu mała - Mrugnął do mnie, po czym wyszedł z pokoju nawet nie zwracając uwagi na Harrego. Wiedziałam, że pomimo moich próśb, żeby nie robił nic Harremu, kiedy opowiedziałam mu wydarzenia z dzisiejszego dnia, on i tak był na niego wściekły. Tego mu już nie zabroniłam. Przyglądałam się jeszcze chwilę miejscu w którym zniknął Louis, po czym przeniosłam wzrok na Styles'a, który westchnął przeciągle po czym skierował się do łazienki i zamknął w niej, ignorując mnie tak samo jak Lou jego. Czując się źle z tego powodu, cała moja radość odeszła w zapomnienie, a ja zgasiłam światło i weszłam pod pościel, zakrywając się nią aż do wysokości oczu. Przez kolejne pięć minut nasłuchiwałam wody lejącej się za ścianą dopóki strumień nie ucichł, a Harry nie wyszedł w samym ręczniku do sypialni. Na sam ten widok poczułam motylki formujące się w dole mojego brzucha. Brunet podszedł do szafy, z której wyciągnął parę bokserek, po czym założył je na siebie i wsunął się pod pościel po drugiej stronie łóżka, kładąc się tyłem do mnie. Odruchowo przysunęłam się bliżej niego i oplotłam go ręką w talli, a kiedy i to nie podziałało podparłam się na ręce i zaczęłam jeździć palcem po nagiej skórze chłopaka.
- Jesteś na mnie zły? - Powiedziałam słodkim głosem, jednak Harry nadal nic nie powiedział.
- Rozumiem. W takim razie dobranoc - Pochyliłam się i cmoknęłam go w policzek, po czym wróciłam na swoją połowę przytulając się bardziej do poduszki. Po chwili materac zaskrzypiał, a ręce Harrego znalazły się na moich biodrach, przysuwając mnie gwałtownie do jego rozgrzanego torsu.
- Jesteś moja - Jego ciepłe wargi składały lekkie pocałunki na mojej szyi, przez co uśmiechnęłam się pod nosem.
- Jesteś tylko i wyłącznie moja - Obróciłam się w jego stronę zderzając się spojrzeniem z intensywną zielenią jego tęczówek. Kąciki moich ust uniosły się, a Harry nachylił się nade mną i cmoknął mnie delikatnie w nos. Zaśmiałam się i wtuliłam w niego, na co chłopak zamknął mnie w swoich ramionach. Położyłam się na jego klatce piersiowej, a moje palce jeździły po konturach jego tatuaży. W pewnym momencie Harrry westchnął i zatrzymał moje ręce przez co uniosłam na niego swoje zdziwione spojrzenie.
- Meg, na prawdę przepraszam cię za wcześniej. Ja..ja po prostu poczułem się zdradzony, poczułem się jak nic nie warte gówno. Kiedy zobaczyłem cię z tamtym kolesiem byłem tak kurewsko zazdrosny, że nie myślałem nad tym co robię. Na prawdę nie chciałem cię zranić, wiesz o tym - Wpatrywałam się w jego oczy, nie mówiąc do ani słowa. Po chwili nachyliłam się nad nim i złączyłam razem nasze usta, w krótkim, ale namiętnym pocałunku, po czym z powrotem położyłam się na torsie Harrego i mocniej w niego wtuliłam.

- Kocham cię - Szepnęłam, czując jak w końcu ogarnia mnie upragniona senność. Dłoń Harrego przejechała po moich włosach, a następnie poczułam na nich jego miękkie wargi.
- Kocham cię - Ostatnim co usłyszałam była odpowiedź Harrego, zanim zamknęłam powieki i przytulając się do klatki mojego chłopaka, zasnęłam z przyśpieszonym biciem serca, spowodowanym jego odpowiedzią.


Przeczytałeś - skomentuj!
Ponad 20 komentarzy = następny rozdział

Hejo :) Dawno nie było pod rozdziałami żadnych notek, więc teraz muszę nadrobić. Po pierwsze - jakie wrażenia po rozdziale? :D Wiem, że akcja dość marna i wgl (przepraszam!) ale chciałam po prostu napisać cokolwiek żeby aż tak bardzo nie zalegać z dodaniem go : ) Po drugie - Dodałam tt po lewej stronie bloga, na którym możecie wyrazić swoje opinie dotyczące Abducted, podzielić się nimi z przyjaciółmi, zaobserwować oficjalne konto Abct.,a do tego zadawać pytania głównym bohaterom! Byłoby mi naprawdę miło gdybyście napisali coś od serca <3 :) Przypominam również o dodawaniu się do obserwujących (TABELA ZNAJDUJE SIĘ NA SAMYM DOLE BLOGA!)  Nie pamiętam już czy chciałam coś jeszcze, ale jak sobie przypomnę to zaktualizuje notke ( i tak nigdy tego nie robię xd ) Całusy i szczęśliwego Nowego Roku! :* Kocham was <3

środa, 24 grudnia 2014

Let them know it's Christmas time! + Świąteczny imagin z Niallem

Witajcie kochani! :* 
Zanim przejdziemy do części głównej, chciałam wam wszystkim złożyć życzenia z okazji Świąt Bożego Narodzenia :) 
Dużo radości, spokoju, miłości, cudownych prezentów pod choinką, więcej zajebistych fanficów (osobiście sobie tego życzę, bo wszystkie ff które czytam mają jakieś zawieszenie ostatnio i nie pojawia się na nich nic nowego xd), koncertu 1D w Polsce i szalonego sylwestra spędzonego z przyjaciółmi :* Nie jestem dobra w składaniu życzeń, wiem :P Chcę wam tylko powiedzieć, że bardzo was kocham i dziękuję wam za te wszystkie wejścia na bloga (których nawiasem mówiąc jest ponad 18k *.*) oraz za wszystkie wspaniałe komentarze, które motywują mnie do dalszego pisania :) Jesteście wspaniali, uwielbiam was! <3
I z racji tego mam dla was niespodziankę :D 
Nie jest to następny rozdział, pewnie jak wszyscy oczekiwali (I'm sorry! :'( ), ale napisałam dla was imagina jedno rozdziałowego z Niallem w roli głównej :) Mam nadzieję, że wam się spodoba i zostawicie pod nim jakieś miłe komentarze ;) Dlatego jeszcze raz:
WESOŁYCH ŚWIĄT I SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU! <3





- Przepraszam, czy może pan jechać szybciej? - Powiedziałam zdenerwowanym już głosem do taksówkarza prowadzącego samochód.
- Odpowiadam pani po raz kolejny, że są korki spowodowane przez śnieżycę i nic na to nie poradzę, że jedziemy w takim tempie. - Nie, ten facet zdecydowanie nie darzył mnie sympatią. Westchnęłam głośno i opadłam na fotel za mną. Sięgnęłam po telefon i zapatrzyłam się w tapetę, na której widniała cała moja kochana rodzinka złożona z mamy, taty oraz dwunastoletniego brata Josh'a i labradora, Luffiego. Kochałam ich z całego serca i ogromnie cieszyłam się z powodu, że nie muszę spędzać świąt w ciasnym akademiku, tylko wrócę do nich, do Polski. Jednak zaraz moje plany wszystko szlak trafi, bo zostało mi trzydzieści minut do odlotu, a do lotniska zostało co najmniej dziesięć minut drogi, jak ciężarówki przede mną łaskawie odkopią się ze śniegu! Właściciel samochodu stojącego przed nami wysiadł ze swojego pojazdu i podszedł do mojej taksówki, mówiąc coś do kierowcy. Po chwili odszedł, a taksówkarz zwrócił się w moim kierunku.
- Przykro mi, ale nie ma szans żebyśmy dojechali na czas na lotnisko. Przed nami jest jakieś pięć ciężarówek, które bez pomocy drogowej nie dadzą rady ruszyć. - Czy on sobie ze mnie kurwa jaja robi?!
- Wie pan co, proszę otworzyć bagażnik - Nałożyłam na siebie płaszcz i rękawiczki, po czym wyszłam z auta. Wyjęłam swoją walizkę, która na moje szczęście, albo i nieszczęście, była na kółkach, po czym podeszłam do okna kierowcy. Podałam mu należytą sumę i ruszyłam w kierunku lotniska.
- Wesołych świąt! - Usłyszałam zza siebie uradowany głos taksówkarza. Trzeba było na początku dać mu kasę to byłby milszy!  Nie odwracając się, machnęłam od niechcenia ręką w wyrazie odpowiedzi, po czym przyspieszyłam tempa.

Wpadłam na lotnisko z prędkością światła,popychając przy tym przypadkowych ludzi.
- Przepraszam! - Krzyknęłam do starszego pana, którego właśnie niechcący uderzyłam ramieniem,jednak ani na chwilę się nie zatrzymałam. Podbiegłam do pierwszego lepszego terminalu i zdyszana oparłam się o blat. Dziewczyna stojąca za ladą spojrzała na mnie trochę zmartwiona i przyjaźnie się uśmiechnęła. Wyciągnęłam w jej stronę bilet,a ona nadal z uśmiechem na twarzy wzięła go ode mnie,studiując napisane na nim słowa.
- Przykro mi, ale loty na czas nieokreślony zostały odwołane z powodu kiepskich warunków atmosferycznych - Powiedziała ze smutną miną, podając mi świstek papieru z powrotem.
- Proszę? - Słowa dziewczyny obijały się echem w mojej głowie. Jak to...odwołane?!
- Nie mogą być odwołane! W Polsce czeka na mnie moja rodzina! Dzisiaj Wigilia! Muszę się do nich dostać! - Wybuchłam niekontrolowaną złością. Z jednej strony czułam się naprawdę źle, krzycząc na drobną, niewinną osóbkę znajdującą się przede mną, ale z drugiej po prostu potrzebowałam się wykrzyczeć. Nie po to przeszłam te kilka kilometrów w śnieżycy w kozakach, które teraz były całkowicie przemoknięte oraz z walizką, którą po pewnym czasie musiałam wziąć pod pachę, gdyż kółka zablokowały się od śniegu i nie po to biegłam jak na złamanie karku, żeby teraz dowiedzieć się, że najpiękniejszą noc w roku spędzę na chłodnym lotnisku, pomiędzy tysiącami ludzi!
- Tak strasznie mi przykro, ale to nie od nas zależy. Jednak jak tylko coś się zmieni poinformujemy panią jak najszybciej - Uśmiechnęła się znów do mnie ciepło, dzięki czemu lekko się rozluźniłam i odeszłam w głąb budynku. Znalezienie wolnego miejsca było nie lada wyzwaniem, dlatego wręcz rzuciłam się na wolną ławkę w rogu pomieszczenia. Gdy tylko odseparowałam się od otaczającego mnie świata, zalałam się łzami. Spuściłam głowę na swoje dłonie i pozwoliłam ponieść się emocjom. Czemu dzisiaj wszystko mi się pieprzyło? Tak strasznie zależało mi na zobaczeniu w końcu mojej rodziny, której nie widziałam od ponad roku. Chciałam po prostu oderwać się od Londynu, akademiku, ludzi... . Poczułam lekki powiew wiatru, a po chwili ktoś kucnął przede mną i patrząc prosto na mnie wyciągnął w moją stronę chusteczkę do nosa. Zaciekawiona podniosłam wzrok zatapiając go od razu w przepięknych, błękitnych tęczówkach, patrzących z niepokojem w moje zaszklone oczy. Rozchyliłam lekko usta wpatrując się w idealną twarz chłopaka. Miał oliwkową cerę, długie rzęsy, a jego przefarbowane na blond włosy były perfekcyjnie zaczesane do góry. Na moje oko był nieco starszy ode mnie, a widząc, że bacznie mu się przyglądam na twarz anioła wpłynął najpiękniejszy uśmiech jaki kiedykolwiek widziałam. Onieśmielona chwyciłam chusteczkę znajdującą się w jego dłoni, po czym przetarłam nią mokre oczy.
- Dziękuję - Szepnęłam w kierunku nieznajomego.
- Jestem Niall - Blondyn uśmiechnął się znowu w ten swój zniewalający sposób, na co odpowiedziałam mu tym samym.
- Diana, bardzo mi miło - Siąknęłam nosem czując jak moje policzki stają się różowe.
- Mnie również. Mogę się dosiąść? - Spytał chłopak nie przestając patrzeć w moje oczy
- Pewnie - Rzuciłam chyba zbyt szybko, bo twarz mojego towarzysza po raz kolejny się rozpromieniła. W tym momencie miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Z ust Niall'a padło jakieś pytanie, jednak ja byłam zbyt zajęta obserwowaniem jego kolana, które całkiem przez przypadek stykało się z moim. Poczułam jak wzdłuż mojego ciała przepływa dreszcz przyjemności.
- Ymm...czy mógłbyś powtórzyć? - Odwróciłam skrępowana wzrok.
- Pytałem co się stało, że płakałaś, ale zrozumiem jeśli to zbyt osobiste... -
- Nie, w sumie to chyba potrzebuje się komuś wygadać - Posłałam w jego stronę lekki uśmiech, po czym zaczęłam opowiadać o całym moim dzisiejszym katastrofalnym dniu. Nie wiem ile czasu siedzieliśmy na tej twardej ławce, a ja mu się zwierzałam, ale co dziwne przychodziło mi to z zaskakującą łatwością. Niall przez cały czas był mocno skupiony na moich słowach i wiedziałam, że dla niego nie jest to tylko głupie zwierzenie dziewczyny z problemami.
- Wiem co przeżywasz - Powiedział chłopak, gdy opowiedziałam mu już całą historię. Popatrzyłam na niego pytająco.
- Właśnie wybierałem się do rodziny do Irlandii, ale jak już wiesz loty tak jak do Polski zostały odwołane. Też nie widziałem ich od bardzo dawna i miałem w końcu nadzieję na spędzenie z nimi chociaż trzech dni. - Niall spuścił głowę. Widać było, że obecna sytuacja dotknęła go w podobny sposób co mnie. W pewnym momencie oczy chłopaka gwałtownie rozbłysły.
- To może jak oboje nie mamy nic do roboty spędzimy Wigilie razem? - Uniosłam na niego zdziwione spojrzenie. Czy on żartował? Znaliśmy się od kilku...niecałej godziny, a on...
- No nie bój się. Przecież nie wsadzę cię w samochód, po czym uprowadzę i zgwałcę w swoim domu - Chłopak jakby czytając mi w myślach wypowiedział te słowa po czym uśmiechnął się zadziornie wstał i wyciągnął w moją stronę dłoń. Przez chwilę wahałam się, ale złapałam za dłoń chłopaka i chwytając w przelocie swoje rzeczy, ruszyłam za nim.
Niall złapał pierwszą lepszą taksówkę, po czym zapakował nasze walizki do środka i powiedział kierowcy nazwę ulicy na której z tego co wiedziałam znajdowało się jego mieszkanie. Jechaliśmy już jakieś piętnaście minut,a moje przemoczone ubrania dały się we znaki, bo moim ciałem zawładnęły nieprzyjemne dreszcze. Blondyn wyczuwając, że się trzęsę przysunął się w moją stronę
- Zimno ci? - Nie odpowiadając nic, po prostu kiwnęłam głową
- Chodź tu - Irlandczyk otworzył przede mną swoje ramiona, a ja bez jakiekolwiek przemyślenia, wtuliłam się w jego ciepły tors.
Gdy samochód zatrzymał się na wyznaczonej przez mojego towarzysza ulicy, jęknęłam cicho, bo to oznaczało, że musiałam odsunąć się od chłopaka, który przez całą drogę trzymał mnie w swoich objęciach.
Niall wysiadł pierwszy i wyciągnął nasze walizki z pojazdu, po czym podszedł do taksówkarza żeby opłacić naszą jazdę. Czułam się lekko skrępowana tym, że chłopak którego znam od niecałych dwóch godzin nie pozwala mi dołączyć się do rachunku. Wysiadłam z samochodu i dosłownie wryło mnie w ziemię. Taksówka odjechała, a Horan podszedł i stanął po mojej prawej stronie z triumfalnym uśmieszkiem na twarzy.
- Żartujesz, prawda? - Raczej pisnęłam niż powiedziałam, na co chłopak się zaśmiał
- Chodź - Znów jego ciepła dłoń oplotła moją i pociągnął mnie w stronę najpiękniejszej willi jaką kiedykolwiek widziałam.
Dom Niall'a
- Czuj się jak u siebie - Powiedział blondyn otwierając przede mną drzwi do mieszkania. Jeszcze nigdy nie byłam w tak pięknym domu jakim była willa Irlandczyka. Wszystko dookoła mnie było dokładnie dopasowane i stonowane, a porządek, który tutaj panował sprawił, że na myśl o porządku jaki miałam w swoim pokoju w akademiku, zrobiło mi się głupio. Niall zniknął w jednym z pomieszczeń, natomiast ja ruszyłam w głąb domu. Podeszłam do kominka żeby jeszcze bardziej się ogrzać, a zaraz potem chłopak dołączył do mnie. Spojrzałam na niego mając nadzieję, że blondyn nie zauważy mojego ruchu, ale gdy to zrobiłam od razu zetknęłam się z błękitnymi tęczówkami Irlandczyka, który natarczywie mi się przyglądał. Skrępowana spuściłam wzrok na butelkę wina i dwa kieliszki spoczywające w jego dłoni. Z powrotem podniosłam zdziwione spojrzenie na Niall'a, który posłał w moją stronę prześliczny uśmiech.
- Nie mów, że nie pijesz - Powiedział nalewając wino do szkła.
- Nie piję. Tylko okazyjnie - Horan podał mi lampkę wina, po czym sam zamoczył w swojej usta
- To co? Teraz jest ten moment kiedy mnie upijesz, po czym zaciągniesz do łóżka? - Zażartowałam na co chłopak się uśmiechnął
- Wtedy nie będę musiał cię tam zaciągać kochanie - Niall powiedział raczej sam do siebie, ale nie przeszkodziło mi to w zarumienieniu się więcej niż zwykle. Po krótkiej krępującej ciszy, chłopak zaczął wypytywać mnie o rodzinę, akademik, studia i wszystko co wpadło mu do głowy. Oczywiście nie pozostawałam mu dłużna i wystarczyło niecałe dziesięć minut, żebyśmy kompletnie zatracili się w rozmowie. Gadaliśmy dosłownie o wszystkim i o niczym. Przy Niallu czułam się jakbym właśnie siedziała w domu dawnego przyjaciela i zdawała mu prasówkę z mojego całego życia. Gdy spojrzałam na zegar było już dobrze po godzinie pierwszej.
- Chcesz już się położyć? - Zapytał Horan na co ja kiwnęłam głową, ponieważ dopiero teraz poczułam jak bardzo zmęczona byłam całym dniem. Chłopak pokierował mną do łazienki, po czym odszedł z powrotem do salonu. Wyciągnęłam z walizki za dużą koszulę oraz dresy i położyłam je na półce, po czym weszłam pod prysznic. Ciepłe krople wody spływające po moim ciele jak zwykle działały na mnie kojąco, przez co kompletnie nie chciało mi się spod nich wychodzić. Po prysznicu ubrałam się w przygotowane rzeczy, po czym z powrotem wróciłam do salonu.
- Wyglądasz bardzo ładnie - Stwierdził Niall, który zamiast w ekran telefonu teraz mierzył mnie wzrokiem
- Niall,jestem w pidżamie - Zaśmiałam się z jego komentarza, ale nie powiem, podobało mi się to. Chłopak tylko wzruszył ramionami, a na jego twarz wpłynął uśmiech, który po prostu odbierał dech w piersiach. Horan wyminął mnie całkiem przez przypadek przejeżdżając swoją ręką po moim biodrze, na co cicho jęknęłam. Ciekawe czy on zdawał sobie sprawę jak na mnie działał...oczywiście, że tak idiotko! Inaczej by tego nie robił! Odgoniłam od siebie myśli i pewnym krokiem ruszyłam za nim. Irlandczyk przystanął i przepuścił mnie w drzwiach do jakiegoś pokoju.Wchodząc do środka stwierdziłam, że to musi być pokój Niall'a. Był w kolorach czarno-białych, a na ścianach wisiały plakaty ulubionych zespołów chłopaka, o których wcześniej mi nieco wspominał.
- Dobranoc kochanie - Powiedział Horan kierując się w stronę wyjścia.
- Niall... - Chłopak odwrócił się lekko zdziwiony w moją stronę
- A gdzie ty będziesz spał? - Zapytałam nieco zmartwiona
- Na kanapie jest wystarczająco dużo miejsca żebym się na niej zmieścił - Puścił do mnie oczko, ale nie pozwoliłam mu wyjść z pokoju.
- Nie chcę żebyś spał na kanapie. Możesz spać ze mną - Powiedziałam ciszej, a na mojej twarzy znów zagościły rumieńce. To wszystko przez to pieprzone wino!
- Oczywiście jeśli to ci nie przeszkadza - Dodałam szybko i spojrzałam na reakcję chłopaka, ale ten tylko uśmiechnął się i z powrotem zamknął drzwi. Położyłam się na miękkim łóżku, a po chwili poczułam jak zapada się ono pod wpływem pojawienia się obok mnie Niall'a.
- Mówiłem, że nie będę niczego potrzebował, żeby zaciągać cię do łóżka? - Horan popatrzył na mnie z błyskiem w oku. Przewróciłam oczami i szturchnęłam go lekko w ramię, na co się zaśmiał.
- Dobranoc Niall - Powiedziałam czując już jak sen tańczy na moich powiekach.
- Dobranoc kochanie - Odpowiedział Irlandyczk i ostatnim co poczułam była ręka chłopaka łapiąca mnie dookoła talii i przyciągająca do jego rozpalonego,nagiego torsu. Nie miałam siły się wyrywać ani protestować. Bo czemu mam pozbywać się czegoś co mi sprawia przyjemność? Z taką myślą udałam się do krainy Morfeusza.

Gdy obudziłam się rano bolała mnie trochę głowa, a Niall'a nie było już w łóżku. Podniosłam się i skierowałam w kierunku łazienki. Tak samo jak wczoraj skorzystałam z prysznica po czym ubrałam się (klik) i zeszłam na dół. Schodząc do kuchni poczułam zapach świeżo upieczonych naleśników.
- Głodna? - Powiedziała osoba stojąca przy kuchence i dosłownie świdrująca mnie swoim błękitnym spojrzeniem. Kiwnęłam głową i usiadłam przy stole, na którym znajdowały się już dwa nakrycia. Po skończonym posiłku uparłam się, żeby umyć naczynia, na co Horan pokręcił tylko głową w znaku poddania się. Kiedy myłam ostatnie naczynie poczułam czyjeś dłonie zaciskające się wokół mnie tak jak wczorajszej nocy.
- Niall...- Powiedziałam do osoby za mną. Chłopak obrócił mnie w swoją stronę i w tej samej chwili po całej willi rozbrzmiał dzwonek mojego telefonu. Uśmiechnęłam się zadziornie do chłopaka, po czym wymijając go podbiegłam do swojej walizki, w której znajdowała się komórka.
- Halo? - Na wyświetlaczu nie pojawił mi się żaden znany numer.
- Dzień dobry. Dzwonię z lotniska w sprawie pani lotu do Polski. Chciałem poinformować panią, że loty zostały przywrócone i, że samolot odlatuje za półtorej godziny - Słysząc to na mojej twarzy pojawił się ogromy uśmiech.
-Bardzo dziękuję za informacje. Do widzenia - Odpowiedziałam i rozłączyłam się. Przybiegłam do kuchni, gdzie Niall stał oparty o blat.
- Niall, loty zostały przywrócone! - Szukałam na twarzy chłopaka jakiejkolwiek pozytywnej emocji z powodu mojej wypowiedzi, ale nic takiego nie zobaczyłam.
- Wiem już od rana, ale nie chciałem ci tego mówić - Jego ton był ściszony, a sam Horan spuścił wzrok na podłogę. Podeszłam do niego bliżej przyglądając mu się pytająco.
- Chodzi o to, że ja nie lecę - Powiedział cicho Niall. - I nie chcę żebyś ty leciała - Dokończył jeszcze ciszej. Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć
- Niall, ale ja nie mogę zostać... - Powiedziałam równie cicho. Chłopak popatrzył na mnie z bólem w oczach. Widząc to miałam ochotę się rozpłakać
- Obiecałam im, że przyjadę. Nie mogę teraz zmienić decyzji. Niall, ja nie... - Nie pozwolił mi dokończyć kładąc swój palec na moich wargach.
- Nie musisz mi się tłumaczyć, kochanie. Rozumiem - Uśmiechnął się do mnie, ale dobrze wiedziałam, że nie był to szczery uśmiech.
- Czy podwieziesz mnie na lotnisko? - Zapytałam na co tylko kiwnął głową. Spakowałam wczorajsze rzeczy do walizki, po czym ubrałam się w płaszcz i pozostałe rzeczy. Obróciłam się po raz ostatni w stronę domu chłopaka, by jak najlepiej zapamiętać jego wygląd, po czym wyszłam na zewnątrz. Irlandczyk stał przy swoim czarnym Land Roverze i posyłał mi ten sam uśmiech co w kuchni. Odwróciłam wzrok od jego twarzy, bo ten smutny uśmiech sprawiał że moje serce kroiło się na kawałeczki. Horan wziął ode mnie walizkę, po czym otworzył mi drzwi od pasażera, a ja zgrabnie wskoczyłam do środka.
Przez prawie całą drogę nie odzywaliśmy się do siebie, co sprawiało, że chciało mi się jeszcze bardziej płakać. Gdy dojechaliśmy pod lotnisko, a moja walizka znalazła się koło mnie ruszyliśmy z Niall'em do tego samego terminalu przy którym byłam wczoraj. Drobna dziewczyna uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie i życzyła miłego lotu. Zwlekałam z podejściem do odprawy, ponieważ chciałam jak najwięcej czasu spędzić z Niallem. Kiedy z głośnika wydobył się głos oznajmiający, że samolot do Polski odlatuje za piętnaście minut zatrzymałam się i popatrzyłam prosto w oczy chłopaka. Horan patrzył na mnie smutny, ale sztuczny uśmiech nie schodził z jego twarzy. Nie chciał, żebym ze względu na jego ból zmieniła decyzję.
- No więc to jest chyba ten moment, w którym muszę ci życzyć Wesołych Świąt i miłego lotu - Powiedział swoim aksamitnym głosem. W moich oczach wezbrały się łzy, jednak nie pozwoliłam im się ujawnić
- Chodź do mnie - Wpadłam w ramiona chłopaka, który przytulił mnie z całej siły.
- Wesołych Świąt Niall - Powiedziałam odsuwając się od niego i chwytając rączkę od walizki.
- Wesołych Świąt kochanie - Odwróciłam się od chłopaka, czując jak po moim policzku spływa pojedyncza łza, po czym ruszyłam w stronę odprawy. Czemu się tak zachowywałam? Czemu ten anioł o błękitnych oczach tak na mnie działał? Czemu wyżaliłam mu się na lotnisku, czemu pozwoliłam mu zabrać się do domu, czemu poprosiłam go o spanie w jednym łóżku?! Dlaczego powiedziałam mu tyle rzeczy o mnie i dlaczego odejście od niego tak cholernie bolało?! Dlaczego wystarczyło dokładnie jedno spojrzenie, żebym całkowicie zatraciła się w tej pięknych, morskich oczach, idealnie ułożonych włosach... Nie myśląc nad tym co robię odwróciłam się w stronę odchodzącego Horana.
- Niall! - Krzyknęłam i puściłam się pędem w jego stronę. Chłopak słysząc swoje imię odwrócił się zdziwiony w tym samym momencie, w którym wpadłam prosto w jego ramiona, złączając nasze usta w namiętnym pocałunku. Irlandczyk jeszcze przez chwilę nie wiedział co się dookoła niego dzieje, po czym naparł na moje usta ze zdwojoną siłą i podniósł mnie do góry oplatając nogami swoje biodra. Gdy zabrakło nam powietrza odsunęłam się lekko od niego, a chłopak postawił mnie z powrotem na ziemi. Tyle ludzi dookoła mijało nas patrząc na nas jak na obcych, jednak dla mnie liczył się tylko Niall. Jego zaróżowione policzki, rozwichrzone włosy pod wpływem mojego dotyku i te słodkie, malinowe usta.
- Diana, leć już bo odlecą bez ciebie - Uśmiechnął się do mnie jednym z najpiękniejszych uśmiechów na świecie, ale jego oczy straciły ten blask z przed chwili. Uśmiechnęłam się promiennie.
- Niall, nigdzie się nie wybieram. Chcę spędzić z tobą te święta - Powiedziałam patrząc mu prosto w oczy, które znów rozbłysnęły na wszystkie strony. Horan znów przyciągnął mnie do siebie i objął z całej siły.
- Chyba się zakochałem - Szepnął mi do ucha. Czy właśnie to chciałam usłyszeć? Zdecydowanie tak. Jednak czy ja kochałam jego? Czy da się kogoś kochać po 24h znajomości? W moim przypadku odpowiedź była prosta, tak.
- Kocham cię Niall -  Odpowiedziałam pewnie, a chłopak znów złączył nasze usta w słodkim pocałunku. Pamiętam jak zła byłam wczoraj na wszystko i wszystkich dookoła. Jednak gdyby nie to, że lot został odwołany pewnie nigdy nie spotkałabym Niall'a, dlatego wychodząc z lotniska i trzymając dłoń Horana bezgłośnie powiedziałam "dziękuję" do dziewczyny, która stała przy terminalu. Nie wiem, czy zrozumiała sens wypowiedzianych przeze mnie słów, ale uśmiechnęła się w moją stronę i na pożegnanie pomachała ręką. To będą najlepsze święta w moim życiu.

" I just want you for my own 
More than you could ever know 
Make my wish come true 

All I want for Christmas is you"



Jak Niall z Dianą spędzili święta :D :









A w ogóle to: WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO LOUIS! KOCHAM CIĘ ANIOŁKU! <3 :') 


Szablon wykonany przez Lady Spark